Spośród bratnich dusz, nie liczę oczywiście Jarka i Oli, czyli tych spoza rodziny mojej (co za szyk!), na pierwszym miejscu "plasuje się" Gosia-Gocha-Czerwony Kapturek, przyjaźń jeszcze studencka.Znamy się długo, może nie jak łyse konie (kobyłki, he, he), ale wystarczająco, by znaleźć dla siebie życzliwość, cierpliwość, czas i zrozumienie. A o to ostatnie przecież nieraz nie jest łatwo.
Jesteśmy trochę podobne i trochę różne, a podobieństwa zbliżają, różnice natomast przyciągają, intrygują. Stare przysłowie mówi, że kolega pomoże ci przewieźć meble, a przyjaciel- trupa w bagażniku;) Pod tym względem jeszcze się nie sprawdzałyśmy, ale wierzę, że w razie czego, możemy na siebie liczyć:))) Ale ważniejsze jest to, że Gocha także kocha zwierzęta. Do niedawna miała trzy psy (teraz jednego, bo Reksik ji Hektorek są już w psim niebie) i karmi stadko kotów. Ponadto uzyskuje wysokie noty w moim prywatnym rankingu wartości człowieka ("mierzę" go pod trzema względami: stosunku do zwierząt, starszych ludzi i dzieci). Lubimy podobne książki, z tego samego się śmiejemy, ironizujemy. Mamy, że tak powiem, podobny typ wrażliwości.
A najważniejsze ;-):Gocha woli mówić, a ja słuchać, dzięki czemu mamy szansę się usłyszeć!